niedziela, 9 grudnia 2012

Dla Witka

Na Grójeckiej raz ulicy,
Witold kota wiódł na smyczy.
Kotek miauczał, podskakiwał,
Do przechodniów łapką kiwał.
   Mówi: wziąłem swego Pana
   Aby się przewietrzył z rana.
   A gdy przyjdzie mi myśl taka,
   Pójdę do Hali Banacha.
Tam mu powiem: kup mój Panie,
Dla mnie mięsko na śniadanie,
Chrupki i świeżutkie mleko.
To od domu nie daleko.
   Będę za to Cię szanował,
   Jeszcze mocniej wciąż miłował.
   Będę Ci wieczorem mruczał,
   I nie będę już dokuczał...

                  St. A. Grabowski 15-02-2012


PORANEK WITOLDA

A nasz Witold Pan nad Pany
Wypił z rana litr śmietany
Połknął chleba cztery kromki
I niewielkie trzy poziomki

Bowiem słyszał od rodziny
-Zjadać trzeba witaminy-
Wszystko zagryzł papierosem
I podrapał się pod nosem

Włożył jeszcze okulary
I skarpetki nie do pary
Marynarkę oraz czapkę
I uścisnął kotu łapkę

Wyszedł z domu na przystanek
Słońce świeci -był poranek-
Do tramwaju wsiada szybko
I podziwia świat za szybką

Gdy dojechał na bazarek
Szybko kupił rzeczy parę
Jabłka, śliwki oraz gruszki
Mały słownik chińsko- ruski

Dwa korkowce, trzy balony
Oraz z golfem kalesony
Kupił jeszcze dżem z pokrzywy
I do domu mknie szczęśliwy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz